Relacje, relacje, relacje…

Relacje, relacje, relacje…  Emocje, emocje, emocje…

Zostały już wyświechtane. Zarówno one same: relacje i emocje, ale również te pojęcia. A szkoda. Kondycje polskich nastolatków, małżeństw, stosunków w pracy wskazują na to, że istnieje duża potrzeba przyjrzenia się relacjom międzyludzkim. Doniosłości tego zagadnienia dowiodła Edyta Stein – filozof, fenomenolog; jej trud został doceniony, a praca doktorska „O zagadnieniu wczucia” spotkała się z przychylnymi recenzjami kadry uniwersytetu. Edyta Stein habilitacją dowiodła prawdziwości swoich słów: żadna kobieta nie jest tylko kobietą; pokazała, że może robić to, co mężczyzna, ale jako kobieta. 

W swojej rozprawie doktorskiej Edyta Stein zastanawiała się m.in. nad tym na ile poprzez wczuwanie się jesteśmy w stanie dotrzeć do najczystszej postaci przeżycia drugiej osoby. To właśnie wczucie, wczucie się (niem. Einfühlung) w coś, wniknięcie, zrozumienie są jej zdaniem podstawowymi rodzajami aktów, w którym „dane nam są cudze podmioty i ich przeżywanie”. W tych właśnie aktach uchwycić można własne i cudze przeżywanie, będące głównym źródłem wiedzy udostępniającej drugiego człowieka. Na ile więc jesteśmy w stanie poprzez wczucie się, które dokonuje się w nas, poznawać drugiego człowieka, poznawać jego najprawdziwsze przeżycia i uczucia, oczyszczone z wszelkich naleciałości, wynikających choćby z faktu, że nie mamy bezpośredniego wglądu w jego psychikę i ducha? Odgradza nas w końcu fakt bycia drugą osobą…

Zainteresowanie Edyty Stein wzbudzała relacja między podmiotami w ich byciu w świecie, a nie jedynie czysty, antypsychologistyczny podmiot ukierunkowany na rzecz oraz przeżywającą świadomość. Czyli to, co się spostrzega (noesis) i to, co się przeżywa (noema) zostaje wmontowane w szerszą perspektywę, określaną współcześnie filozofią dialogu.

Edyta Stein zastanawiała się nad tym, co jest przeszkodą w pełnym poznaniu człowieka. Oczywiście jedną z nich jest to, że po prostu… nie jesteśmy tym drugim człowiekiem. Ale zastanawiało ją również to, jakie bariery stoją na przeszkodzie do poznania naszego własnego wnętrza w jego najczystszej postaci.

Niemiecka filozof w swoich rozważaniach doszła m.in. do wniosku, że warunkiem poznania drugiego w jego wolności, a nie tylko faktyczności (jako nie-rzeczy, a świadomego-bytu-w-świecie) jest dokonanie aktu wczucia przed podmiot z miłością. Poznanie to nie jest zatem aktem czysto intelektualnym, lecz „z serca do serca”. Poznający w ten sposób podmiot przeżywa nie tylko drugiego, ale siebie oraz swoje uczucia jako pochodzące z „głębi swego Ja”. Poznanie przez miłość, jako „stanowiska” podmiotu dokonującego wglądu w subiektywność bytu ludzkiego wchodzi w zakres „rozumu poszerzonego” (z tego punktu widzenia jest poznaniem racjonalnym). Należy do „głębokiej warstwy” osobowości.

Niech ten wpis o tym jak zagadnienie wczucia poważnie potraktowała doktor Edyta Stein będzie przyczynkiem do dalszych rozważań o tym, jakie koncepcje na poznanie siebie i innych powstawały na przestrzeni wieków. Poznajmy te niegdysiejsze oraz te dzisiejsze – oparte już nie tylko o zmysł poznania, ale o wykresy i dane. 

Mirela Turek

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *